Czy Amadeusz Ferrari wróci jeszcze do MMA?

Foto: Fame MMA fanpage

Afera maczetowa – czy ktoś jeszcze o tym nie słyszał? Po tym jak Ferrari doznał mocnych ran na swojej ręce i dłoni jego kariera w mieszanych sztukach walki stanęła pod znakiem zapytania. W końcu to ręce i dłonie są najważniejsze w tym sporcie, a w dodatku Amadeusz słynie z silnych i obszernych uderzeń.

Czy Władca Piekieł jeszcze wróci do sportów walki?
Ferrari w swoich kilku materiałach odnoszących się do sprawy napaści na jego osobę wspomniał, że nie jest pewnym czy jego ręka będzie sprawna. Mało tego, od jednego z lekarzy usłyszał, że sprawna już na pewno nie będzie. Jednak na szczęście zajął się nim inny specjalista i po operacji jego niepełnosprawność nie była jeszcze przesądzona, tak samo jak pełna sprawność. Po prostu wszystko było niewiadomą.

NADRÓB ZALEGŁOŚCI: Amadeusz ujawnia całą prawdę o napadzie – “Dzień sądu”

Jednak po jakimś czasie Amadeusz na Instastories udostępnił film na którym trenuje uderzenia. Co prawda, tylko jedną, zdrową ręką, lecz pojawiła się jakaś iskra nadziei. Bo w końcu dlaczego miałby w ogóle ćwiczyć, skoro miałby nie móc wrócić? Tak czy siak wróciliśmy do martwego punktu, tylko, że z większą nadzieją.

Amadeusz w wywiadzie zapowiedział materiał w którym wytłumaczy wszystkim co z jego zdrowiem, ale i tak co nieco zdradził podczas tej samej rozmowy.
Jak sam dokładnie wspomina:

To pokaże dopiero u siebie na kanale, bo musze ludziom wytłumaczyć co z moim zdrowiem […] Jeszcze po 3 miesiącach rehabilitacji zobaczymy. Być może będzie potrzebny jeszcze jeden zabieg, jeśli nie to nie będę potrzebował już żadnego zabiegu i będę mógł wrócić do MMA.
Powrót do klatki jest planowany na pewno.

Amadeusz Ferrari dla Kasix, Wspaniałe Wywiady

Wynika z tego, że Amadeusz prawdopodobnie będzie mógł jeszcze zawalczyć. To świetna informacja dla fanów freakfightów. Nie pozostało nam nic innego jak czekać na materiał z bardziej szczegółowymi informacjami, ale póki co odpowiedź na pytanie z tytułu brzmi: Prawdopodobnie tak.

Total
0
Shares
Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Powiązane posty